Karmienie Piersią

Nie będę Wam pisała o tym jak ważne jest karmienie piersią, bo przecież Wy o tym doskonale wiecie. O tym jaki magiczny jest to pokarm, że siara to tak jakby pierwsza szczepionka, że w mleku mamy są przeciwciała, całe mnóstwo witamin i wszystko co potrzebne do prawidłowego rozwoju maluszka. Żadne mleko modyfikowane nam tego nie da, ale o tym też wiecie. Ja Wam powiem, jak wygląda karmienie piersią w prawdziwym życiu, a to jest trochę odmienne od tego co mówią w szkołach rodzenia czy co piszą w przeróżnych „mamowych” poradnikach.

Otóż, JA tak jak i WY, też byłam przed pierwszym porodem i pierwszym karmieniem.  Zanim trafiłam do szpitala na porodówkę w głowie zakodowałam, że karmić piersią będę, choćby nie wiem co i to minimum rok ( tak jakby to miało zależeć tylko ode mnie) Że chcę już małą przystawić do piersi zanim mnie pozszywają, bo przecież poród, to tylko naturalny. Że w trzeciej dobie mogę mieć nawał, ale na to najlepszym sposobem jest potłuczona kapusta, to też wiedziałam – Stary dowiezie.  Że będzie bolało i będę miała poranione sutki, ale od tego miałam kremy i kremiki na bazie lanoliny, choć podobno najlepszym sposobem jest smarowanie własnym mlekiem. Ale gdybym jednak miała jakieś problemy, to przecież w szpitalu będą położne. Pięknie brzmi, prawda ? Ale przyznać się bez bicia, kto nie szedł z podobnym nastawieniem?

Na porodówce zderzyłam się ze ścianą i rzeczywistością.

To co sobie założyłam wcześniej sprawdziło się tylko w tym, że karmić będę choćby nie wiem co…

Poród siłami natury po 11 godzinach walki skończył się cesarskim cięciem (o traumie z tego powodu napisze może następnym razem)

Miał być poród naturalny, wyrzut oksytocyny i nawał w piersiach,

A była totalna susza w cyckach i panika, bo co teraz? Położne wiecznie zajęte innymi pacjentkami bądź sobą , a dziecko płacze, bo głodne. Przystawianie okazało się wyższą szkołą jazdy, a przecież miała sama złapać i pięknie ssać. Ryczałam razem z nią, aż przyszła młodziutka Pani położna z wielkim sercem i powiedziała: „chyba ktoś tu jest głodny”. Przystawiła małą i nagle okazało się, że mała nie złapie piersi choćbym na głowie stawała, bo nie mam w ogóle sutków. Poleciła kapturki Medeli, te które miałam z Canpolu sama od razu wyrzuciła. Kazała zadzwonić do męża, by kupił herbatki na laktacje, żeby przywiózł poduszke do karmienia i GOTOWY DO UŻYCIA laktator. Przerażona krzyczałam, że żadnych laktatorów! Przecież jeśli podam jej butelkę będzie miała później problem z chwyceniem piersi. Pani Położna przyznała racje, ale przecież nic nie mówiła o butelkach… Powiedziała o metodzie 7/5/3, czyli : z jednej piersi ściąganie 7 minut, następnie to samo z drugą, później 5 minut z jednej i drugiej i 3 minuty także z każdej. Po ściągnięciu (za pierwszym razem było to całe 5 ml!!!! – malutka strzykaweczka) należy podać to dziecku, następnie przystawić do piersi i jeśli jeszcze jest głodne to podać metodą „przez palec” – UWAGA- Mleko modyfikowane. Tak, mleko modyfikowane, czyli karmienie mieszane. Zgodzić się na to nie mogłam, bo przecież nie można, przecież zaszkodzi, rozwale dziecku żołądek, WHO mnie zgnębi psychicznie, a Matki na rożnych forach zmieszają z błotem. Położna tłumaczy, że dziecko jest głodne i dopóki nie będę w stanie sama wyprodukować odpowiedniej ilości pokarmu, będziemy podawać mieszanke. Byłam przerażona ! Serio, i to co najmniej tak, jakby miała jej podać jakąś heroinę, a nie specjalistyczny pokarm dla niemowląt… Czułam, że poległam, że skoro muszę podać jej mieszankę, to na pewno, nie uda mi się już karmić. To za bardzo skomplikowane! Nikt mnie nie uprzedził, Miałam ją tylko przystawić do piersi i miała ssać…

Teraz się z tego śmieje, ale przyznajcie, że to jak fora internetowe i blogi napierają, wręcz nachalnie na karmienie piersią, jest przerażające. Te tzw kp terrorystki potrafią zniszczyć totalnie psychikę biednej Matki na hormonach.

Wracając,

Zrobiłyśmy tak jak planowałyśmy, czyli:

  • Ściąganie laktatorem metodą 7/5/3
  • Przystawienie do piersi
  • podanie MM przez palec, czyli wkładamy palec do buźki dziecka, ono zaczyna ssać,a my bokiem przy kąciku ust wprowadzamy MM ( mleko modyfikowane) poprzez strzykawke. Bardzo powolutku.

Powtarzamy cały cykl co 3 godziny !

Słyszałam też o metodzie na cewnik, jednak w związku z tym, że tego nie praktykowałam, nie chce się wypowiadać. Słyszałam tylko, że działa równie dobrze, jeśli nie lepiej, bo mleko leci z cewnika, a dziecko ssie pierś Matki

Metoda młodziutkiej Pani Położnej podziałała. Mleka w piersiach było coraz więcej, lecz jeszcze nie na tyle, by karmić samą piersią. Ten moment przyszedł późno, bo dopiero po ok 2 tygodniach. Wyobrażacie sobie? 2 tygodnie! co 3 godziny! Cały cykl… i teraz pytam, kto o tym słyszał na szkole rodzenia? albo czytał w mądrych poradnikach? Bo ja nie. Owszem słyszałam, że po cesarce jest gorzej z laktacją ,ale to tyle. Nikt nie kontynuował. Nikt nie mówił co robić gdy problem się pojawi. A problem jest i to duży. Na mojej sali byłyśmy we trzy, każda po cc, każda miała ten sam problem.Tylko jedna rozbujała laktacje na tyle, by po wyjściu już nie musieć mieć randek z laktatorem co 3 godziny.

Byłam rozgoryczona i jakby zawiedziona, bo przecież nie tak miało być! Choć i tak, ja byłam w tej lepszej sytuacji. Niektóre porody przecież kończą się gorzej, są bardziej traumatyczne, a stres to bardzo niesprzyjający czynnik laktacji. Niektóre kobiety nie trafią na takie fantastyczne, pomocne położne na które ja trafiłam i przez to wszystko mogą nie podołać presji karmienia piersią. Bo taka presja jest. Ze strony mediów, social media czy społeczeństwa. Karmić piersią musisz, bo nazwa Matka Polka to nie w kij dmuchał, nazwa zobowiązuje. A pomijając kwestię, że niektórym kobietom się po prostu nie udaje, to niektóre po prostu nie chcą tego robić. I ja tego nie oceniam.  I Wy też tego nie róbcie. Nie oceniajcie Matki karmiącej butelką, bo nie wiecie jaka jest historia owej kobiety.  Nie macie pojęcia jakie są jej okoliczności „nie karmienia”. Czy chciała, czy nie chciała, ważne, że dziecko nie jest głodne. Popieram i wspieram Karmienie Piersią całą sobą, jednak jeszcze bardziej sobą, popieram i wspieram Nie Głodzenie dzieci i Psychikę biednych Matek.  A dlaczego?

A dlatego, że moja historia karmienia Hani skończyła się depresją. Bo przecież trzeba karmić min rok, bo przecież to wszystko zależy ode mnie i od mojej psychiki, bo wszystko leży w głowie… i ja Nafaszerowana tymi bzdurami, przez jakieś dwa tygodnie, karmiłam Hanie pustymi cyckami… Piłam wszystko na laktacje, co jest dostępne na rynku. W herbatkach, granulacie czy proszku. Na Karmi i Warki 0% nie mogłam patrzeć, a w cyckach była Sahara. Hania płakała i traciła na wadze, a ja dalej swoje, bo przecież TRZEBA KARMIĆ MIN ROK, a jeśli mi się nie uda, to będzie wszystko moja wina, bo przecież wszystko leży w głowie, więc z moją głową jest coś nie tak. Jestem chu*ową Matką, a chce być najlepszą i tak powtarzałam sobie w kółko. Aż w końcu mój Stary powiedział: Asiula, ona jest głodna…..
I dopiero po usłyszeniu tych słów klapki z oczu spadły. Co ja robię? Przecież ja głodzę własne dziecko… Pojechaliśmy po mleko modyfikowane. Hania zjadła całą butlę i spała 5 godzin. A ja…. siedziałam i ryczałam, bo co ze mnie za Matka? nie dość, ze nie urodziłam jej sama, to jeszcze karmie butelką…. mlekiem modyfikowanym…. przed skończonym rokiem…..

Teraz wiem, że to nie moja wina, tylko mojej niedoczynności tarczycy, o której wtedy nie wiedziałam. A napieranie społeczeństwa na mnie i ocenianie mnie wprowadziło mnie w depresje na długie miesiące…

Teraz się nie dam, bo to ja wiem, co jest dla mojego dziecka najlepsze.

I pamiętajcie, że nieważne czym karmicie swoje dziecko, ważne by nie było głodne.

A i tak, 0dla swojego dziecka jesteście najlepszymi Mamami na świecie, i żadne „kp terrorystki” tego nie zmienią….

21 odpowiedzi do “Karmienie Piersią”

  1. Twoje wpisy i instagram przywróciły mi wiarę w siebie i w to, co robię. Z dnia na dzień nabrałam odwagi, żeby bronić swojego zdania i nie zwracać uwagi na ‚życzliwie komentujących’ i ich ‚złote rady’. Teraz matka szczęśliwa, a i Dziecię zadowolone. Dzięki <333

  2. Super post. Taki prawdziwy. Miałam podobnie przy pierwszym porodzie. Tylko, że ja nie trafiłam na taka super położną jak Ty. A byłam w tym samym szpitalu. Teraz czeka mnie drugi poród i mam nadzieję, że lepiej dam sobie radę. Wiem już jak postępować. Pozdrawiam 😊

    1. Tez jestem wdzięczna, ona mi bardzo pomogła. Dzięki niej do karmienia Marysi, byłam przygotowana w 100% i nic mnie już nie zaskoczyło 🙂

  3. Ja urodze dopiero za 3,5 miesiaca, ale dzieki Tobie juz teraz staram nastawiac sie pozytywnie do karmienia. Owszem szukalam informacji w internecie, ale mnostwo tam rozpoczetych i ledwo liznietych watkow, ale malo ktora matka pisze cala prawde od poczatku do konca. Jedyne od Ciebie i kolezanki ktora urodzila w czerwcu wiem, ze karmienie nie jest latwe. To proces, do ktorego musza nawyknac dwie osoby i… cale spoleczenstwo. Moja kolezanka ‚poddala sie’ po kilku tygodniach i nie oceniam jej wcale. Szczerze powiedziala, ze zalezalo jej na kp, ale nie potrafila i nie chciala dziecka glodzic. Ja to popieram i wspieram wszystkie matki karmiace piersia i te ktore przerzucily sie na mleko modyfikowane.

    1. Bo My kobiety powinnyśmy się wspierac,a nie niszczyć wzajemnie i walczyć ze sobą ! Ściskam Cie gorąco i dziekuje za każde dobro słowo !

  4. Ja urodziłam w 34 tygodniu naturalnie, dziecko owinięte pępowina jak szelkami. Strasznie to przeżyłam mały do inkubatora poród naturalny wszystko bolące. Przyszła pani od laktacji. Spojrzała i” co pani robiła że już pani urodziła, nie ma sutków z czego to dziecko ma jeść” i dała jakąś uszkodzona strzykawkę żeby te sutki wyciągnąć. Tylko się poranilam. Kupił mąż femaltiker to objechała że zawiera kakao a to szkodzi całemu światu. Przystawka do piersi przez kapturki dziecko zle ja siedziec nie mogłam przy tym ale trzeba było bo dziecko na neonatologii mały wiecznie płakał słabo przybierał na wadze a najpierw stracił pół kilo. Po 2 tyg do domu tam tragedia mały płacze ja płaczę w cyckach woda. Po kilku tygodniach trafiłam do gastroenterologa x małym bo miał problemy z gazami. Okazało się że mały ma bardzo mocno nietolerancję laktozy że płacze bo boli go brzuszek i że się nie najada. A i lekarz rodzinny i położna i konsultantka laktacyjna wmawiały mi że wszystko siedzi w głowie i jestem wygodna. Po miesiącu niestety musiałam przestać kp ,ale syn przestał płakał zaczął normalnie się załatwiać ,spać i co najważniejsze przybiera na wadze.

    1. Często słyszę ten tekst, że wszystko siedzi w głowie… To jest okropne podejście,nigdy nie zrozumiem jak kobieta – kobiecie może tak sprawiać przykrość. Jest to nierówna walka, bo My po porodzie jestesmy obolałe, zmęczone często z sałatą hormonalną zamiast mózgu i zamiast pomoc takiej kobiecie, to jesteśmy poniżane i osłabiane jeszcze bardziej. Pozdrawiam Cie serdecznie ! i pamiętaj, że jestes cudowną Mamą !

  5. ❤️❤️❤️ Wspaniale, ze mowisz o tym glosno. Jestem w podobnej sytuacji – musialam podac mm mojemu synkowi. Tez naczytalam sie tych wszystkich madrosci i zaparlam sie, ze chce karmic piersia. Ale gdy przyrost wagi byl zbyt maly uswiadomilam sobie, ze zdrowie mojego synka jest najwazniejsze. A na pewno bycie glodnym mu nie pomoze, bo matka ma ambicje. Calym sercem chce karmic naturalnie i walcze o to bardzo. Ale nie boje sie juz butelki z mm. Najwazniejsze, ze maly przybiera na wadze. Jestes wspaniala! Stop „terroryzmowi kp”!!!

    1. Dziękuje za każde dobre słowo! Też uważam, że powinno się o tym mówić głośno. Karmienie piersią to najcudowniejsza strona macierzyństwa, niestety często kończy się szybciej niż byśmy tego chciały, a nam jest ciężko się z tym pogodzić. A przez fora i portale wrzeszczące, że masz karmić chociaz do roku są dla biednych świeżych Matek bardzo przytłaczające…

  6. Wszystko fajnie opisane, ale nie dla każdej kobiety KP jest traumatyczne, ja rodziłam SN i też z początku nie umiałam dostawić maluszka, aż położna mi nie pomogła. Nie można pokazywać innym matko też, że karmienie musi być z początku traumatyczne. Każda przejdzie to na swój sposób, ja wspominam to dobrze. I nie każda mama KP jest terrorystką, mi nie przeszkadza to, że mamy karmią butelką, każda ma swój powód.

    1. Oczywiście, że nie dla każdej ale niestety dla wielu kobiet tak jest, dla wielu, jeśli nie dla większości. Znam tylko jedną kobietę, którą karmienie piersią nie bolało. A o tym trzeba mówić, bo w poradnikach o tym nie ma. Że może boleć, albo boleć raczej na pewno będzie, chyba, że bedziesz w tej mniejszości, których nie boli ani chwili. Takich kobiet jest niestety mało. Tak samo jak poród ekspresowy bez nacięcia czy pękniecia. Owszem, zdarza się. Ale raczej większa część kobiet ma trudniejszy poród. I czy ja gdzieś napisałam, ze każda mama jest kp terrosystką?

      1. No ja nie miałam tej przyjemności i jiestety poród był bolesny, bo skórcze krzyżowe i było nacięcie i poranione piersi też od ssania były.
        No ja zrozumiałam, że wszystkie mamy karmiące piersią to terrorystki, a zdarzają się i normalne. 😉

    1. Ja się wspomagam aktualnie produktem Mom. Możesz zerknąć na ich stronę Mom.sos.pl osobiście mam już dość femaltikera. Oba produktu to nic innego jak słód jęczmienny, który wspomaga laktację. Słód jeczmienny to tez nic innego jak piwo, oczywiście te bezalkoholowe jak i wszystkie radlery 0%. Trzeba pic baaaardzo dużo wody i jakoś to idzie. Raz lepiej, raz gorzej ale pokarm jest. Jeśli sie niczym nie wspomagam to naprawdę jest tragicznie.

  7. Asia naprawdę super to opisalas. Nie oceniajmy innych. Ja czekam na swojego maluszka i zobaczymy jak to będzie. Wiem jedno – nie może być głodny.
    Pozdrawiam Ola od Kacperka i Pacanka 😉

  8. Ja karmiłam dość długo, bo prawie 2 lata, oczywiście nie zawsze bywało kolorowo, ale bardzo mi zależało, więc próbowałam różnych metod. Od domowych po apteczne środku, no i się udało 🙂

  9. Kochana to czasami nie jest ta, że jakoś idzie. Poza tym jakoś nie zawsze nas satysfakcjonuje. Dziecko jak najada do pełna dłużej śpi, jest spokojniejsze, zadowolona a matka zrelaksowana. Prolaktan bardzo pomaga żeby nie było jakoś a bardzo dobrze.

  10. No właśnie piłam prolaktan, kawe zbożową, bawarkę nawet 😉 Dużo wody, odciągałam laktatorem, jak miałam kryzys, żeby pobudzić laktację. No i jakoś poszło 🙂

Dodaj komentarz