Torba do szpitala.

Jest parę teorii co do tej nieszczęsnej torby. Nie wiedziałam jak to ugryźć, by wszystkim dogodzić, a w związku z tym, że tak się po prostu nie da, to napisze Wam to, co mi się sprawdziło. A Wy z tym „róbta co chceta” 😉

Nie wiem czy słyszałyście o teorii, by do szpitala wziąć tylko takie rzeczy, które po wyjściu można wyrzucić bądź spalić. Trochę przerażające. Wiele z Was tłumaczy, że szpital jest niebezpiecznym środowiskiem dla noworodka, dlatego tak powinno się robić. Tylko tak się zastanawiam, co z dzieckiem i jego dezynfekcją po wyjściu (?) i czy nie uważacie, że jeśli szpitale rzeczywiście były by takie niebezpieczne, to nie było by innych, specjalnych, super bezpiecznych miejsc do rodzenia dzieci?

Ale ok, jestem w stanie to jakoś zrozumieć i jeśli ktoś czuje wewnętrzną potrzebę, by jednak wszystkie szpitalne rzeczy wyrzucić, to proszę bardzo – Wasz wybór. Jednak moim zdaniem, wystarczy je wyprać w 60 bądź 90 stopniach. Te 60 to minimum. Ja tak zrobiłam po porodzie Hani jak i Marysi i dziewczynki żyją i mają się bardzo dobrze 🙂 

W internetach jednak widać zjawisko popadające ze skrajności w skrajność. I niewiadomo komu tu wierzyć 😉 

Niektóre Mamy wyprawkę wyrzucają, bojąc się przeróżnych szpitalnych bakterii, inne natomiast biorą do szpitala szumiące misie czy nowiuteńkie kocyki bawełniano-bambusowe, których przecież nie da się wyprać w wysokich temperaturach. Trzeba wyśrodkować. Ja uznaje zasadę z praktyk i pracy w szpitalu, że kitel zawsze pierzemy w 60 stopniach i to najlepiej nie mieszając z innymi rzeczami, czyt. przychodzę do domu i wrzucam rzeczy od razu do pralki. Więc kochane moje, wszystko z rozwagą i zdrowym rozsądkiem jak w całym tym naszym macierzyństwie;)

 Hanię rodziłam w Gdańsku, Marysię w Biskupcu. Niby przerwa była mała bo niecałe dwa lata, ale wytyczne zmieniły się o 180 stopni. Dlatego przed pójściem na porodówkę warto kogoś podpytać jak to jest w tym szpitalu, w którym będziecie rodzić. W większych miastach są fora temu poświęcone, wiec polecam Wam ich poszukać, na pewno dowiecie się wielu ciekawych informacji. 

W Gdańsku gdy rodzilam Hanię z czystą premedytacją nie brałam ręczniczka, bo wiedziałam od koleżanek rodzących tam wcześniej, że dzieci są tam kąpane pod kranem i to tylko jeśli mama o to poprosi. A ja nie prosiłam, bo chciałam żeby dziecko było w swojej mazi jak najdłużej. Ta maź, to bariera ochronna przed różnymi drobnoustrojami, dlatego wolałam ją umyć w domu,  po wyjściu ze szpitala ( jest też teoria by pierwsza kąpiel była po odpadnięciu kikuta pepowinowego, ale musiałabym wtedy czekac aż 3 tygodnie. trochę słabo… szczególnie w czerwcu ) 

Za to w Biskupcu położna powiedziała, że nie ma – czy chce czy nie chce. Nie ma, że maź i bariera ochronna. Dziecko brudne być nie może. I raz, dwa się wzięła za przygotowywanie kąpieli. Ręcznika nie miałam, ale położne były przygotowane na taką sytuacje i poratowały mnie, a raczej Marysieńke malutkim ręczniczkiem dziecięcym. 

Ale do puenty…

Mam dla Was najnormalniejszą listę szpitalną, która posłużyła mi już dwa razy, a mianowicie: 

Teczka z badaniami, czyli:

  • Dowód osobisty
  • Karta przebiegu ciąży  
  • Grupa krwi plus badanie na obecność przeciwciał Rh jeśli ma się krew ujemną
  • Odczyn WR
  • Wynik na HIV
  • Usg po 36 tyg
  • Ostatnia morfologia i badanie moczu

*do Biskupca musiałam mieć całą teczkę prowadzoną od początku ciąży, a na wierzchu musiała być folijka z dokumentami wymienionymi wyżej. 

Torba Mamy:

  • Laktator gotowy do użycia. 
  • 3-4 koszule rozpinane, plus stary T-shirt do porodu. 
  • Szlafrok.
  • Skarpetki, majtki.
  • Kapcie/ klapki pod prysznic.
  • Wkłady poporodowe/pieluchomajtki Tena Lady. Ja wybrałam to drugie, po prostu są bardziej chłonne i w nich jest większy komfort. Po pierwszym porodzie podobno macica się aż tak nie oczyszcza jak po kolejnych, więc po porodzie Hani wystarczyły mi wkładki, a z paczką pieluchomajtek wróciłam do domu. Za to po Marysi, to była masakra. Miałam ze soba paczkę owych majtek, ale myślałam, że tak jak dwa lata wcześniej wrócę z nią do domu. Jakże się myliłam. Paczka nie wystarczyła. Mało tego, mąż musiał dowieźć jeszcze dwie kolejne… 
  • Kosmetyki wedle uznania

*rzeczy na wyjście ze szpitala przywiózł mąż razem z fotelikiem. 

Torba Dzidziulki:

  • Mała paczka pampersów 0-1.
  • Mokre chusteczki.
  • Kilka pieluch tetrowych.
  • Rożek.
  • 3 czapeczki (nie przydała nam się żadna)
  • Smoczek.
  • Skarpetki.
  • Ręcznik kąpielowy (?)
  • Kocyki – grubość w zależności od pory roku.
  • 5 pajacyków.
  • 5 body na krótki rękaw.
  • 5 body na długi rękaw.
  • Spodenki/ półśpiochy.
  • Kosmetyki : 
  • Krem ochronny zima/ krem z filtrami UV – lato.
  • Linomag/ bapenthen 
  • Sól fizjologiczna.
  • Octenisept (mamie też się przyda) Tym, które twierdzą,że octenisept to zło, niech sobie wezmą wodę utlenioną, pamiętając, że traci ona swoje wartości już po kilku godzinach od otwarcia.
  • Kilka wacików i kilka dziecięcych patyczków do uszu.
  • Kombinezon – jeśli rodzicie w zimę.

Poza tym, polecam Wam wziąć od razu normalne jedzenie. Jakiś ser żółty, wędliny, masło, pieczywo, biszkopty, mleko do femaltikera i wodę, wodę i jeszcze raz wodę. Zgrzewka pójdzie spokojnie. 

Dodatkowo jeśli ktoś jest takim sentymentalnym stworem jak ja, może wziąć kilka kart do zdjęć. My mieliśmy „witaj na świecie” i „wychodzimy ze szpitala”. 

To tyle z mojej szpitalnej wyprawki. Pamiętajcie kobitki, że mamy XXI wiek i wszędzie są apteki i sklepy. Jeśli czegoś zapomnicie, bądź nie miałyście pojęcia, że Wam się przyda, to ktoś Wam na pewno to dowiezie. Nie wstydźcie się prosić. To normalna ludzka rzecz. 

4 odpowiedzi do “Torba do szpitala.”

  1. Co szpital to inaczej… Ale rzeczywiście zgadzam się ze stwierdzeniem że kobiety popadają ze skrajności w skrajność odnośnie tych bakterii w szpitalu… Przede wszystkim Zdrowy Rozsądek:)

  2. Pani Joanno,z wielkim zainteresowaniem czytam bloga i jestem pod wrażeniem lekkości stylu pisania i czytelności ,z jaką przekazuje pani informacje.W grudniu lub w styczniu zostanę babcią i wiele kwestii po prostu się przyda 🙂 Niemniej nad jedną sprawą się zatrzymałam nieco dłużej-kąpiel noworodka w szpitalu.Skoro jest pani zwolenniczką teorii,z której wynika,że warto zrobić to jednak w domu….a jednak natychmiast uległa pani położnej.Dla dobra dziecka wiele kobietek mimo „pokrzykiwań” personelu konsekwentnie mówi:NIE.A położne odpuszczają dosyć szybko w tej kwestii 🙂 Więcej odwagi 🙂
    Życzę pani zdrowia i radości w macierzyństwie oraz powodzenia w trudzie w wychowania córeczek.

    1. W Gdańsku były sale 3-4 osobowe. Natomiast w Biskupcu byłam sama z Marysią. Ktokolwiek by nie wchodził do mnie czy do Marysi najpierw mył i dezynfekował ręce. Dlatego nie bałam się tej kąpieli. Druga ważna kwestia- były straszne upały. U nas w sali była duchota, wiem skoro mi dobrze zrobił prysznic, wiec i Marysi po kąpieli było dużo lepiej. A za każde słowo ogromnie dziekuje ! I życzę powodzenia w styczniu 😊

Dodaj komentarz